Zlot RetroMTB 2015!


W tym roku pod namiotami trzeba było zmieścić nie tylko dwie osoby, ale także dwa rowery. Długo wyczekiwana impreza wypędziła nas z domu bardzo wcześnie. Podróż przebiegała zgodnie z planem bez niespodzianek. Elcia pokonała trasę w lepszym stylu niż poprzednio bez dłuższych postojów. O ile Cilo zyskał sakwy tak ja do swojej niespodzianki zlotowej nie mogłem takiego patentu zastosować:
toboly toboly
Mocowania na bagażnik nie były przewidziane w rowerze przeznaczonym na walkę w terenie z grawitacją. Musiałem wybrać plecak i cały ciężar wylądował na plecach dociskając mnie do siodełka. Zdawałem sobie sprawę, że wcześniej czy później pojawi się ból w miejscu na które większość kolarzy narzeka przy dłuższej jeździe. Nieuniknione stało się faktem, ale w zasadzie dojechaliśmy na miejsce i rozpoczęliśmy poszukiwania najlepszego miejsca pod namiot.
Byliśmy pierwsi, więc każdy nadjeżdżający samochód mierzyliśmy z nadzieją wzrokiem. Po rozbiciu rozłożyliśmy kocyk w cieniu, a Elcia zajęła się notatkami:
kocyk kocyk
Czas mijał, a nikogo wciąż nie było. Jedyne rowery, które się pojawiały to szosówki. Rowerzyści zaczęli się rozbijać najpierw w pewnej odległości, ale z czasem namiotów przybywało i byli coraz bliżej nas. W takich sytuacjach nie wiadomo czy przypadkiem ironiczny tekst Corrada na forum mówiący, że w ten dzień zbiera się tylko grupa amatorów nie jest czasem prawdziwy. W końcu pojawiła się terenówka szefa i spadł kamień z serca. Daty nie zostały pomylone i zlotowicze zaczęli się zbierać. Wieczorem tradycyjnie pojawiło się ognisko i piekliśmy kiełbasy. Wyjątkowo zaś podgrywał nam na gitarze członek sąsiedniego, rowerowego zlotu podróżników.
Na następny dzień trzeba było złożyć maszyny pokazać co się ma, a także pooglądać co inni zaprezentowali. Po odprawie numery zostały zamocowane i ruszyliśmy zlotową trasę przed siebie.
Elcia
Po przebyciu paru kilometrów spotkaliśmy na trasie grupę, która wyruszyła wcześniej. Kontynuowaliśmy podróż aż do przeprawy rzecznej, gdzie moja współtowarzyszka nie była w stanie przejechać, więc przeniosłem ją na swoich plecach:
przeprawa
Potem rozdzieliliśmy się – część pojechała do sklepu, a my wybraliśmy dłuższą trasę idącą nieźle pod górę:
podjazd
Potem troszkę się zamotaliśmy i pod sklepem spotkaliśmy inną grupę i dalej kontynuowaliśmy razem aż do przeprawy. Słabsi wybierali mostek, a ja:
przez rzeczkę
Swoją drogą to było dobre zagranie. W upale zyskałem schłodzenie, a zaraz potem pojawił się niezły podjazd, gdzie niższa temperatura dała mi przewagę nad goniącym mnie Yvesem i Kaczkiem.
podjazd
Po ukończeniu konkurencji było rozdanie nagród i głosowanie na rower zlotu. Tym razem większość głosów uzyskał mój rower za co otrzymałem koszulkę Campagnolo:
wygrana
Drugą główną nagrodę można było otrzymać stojąc najdłużej na fat bike'u. Jednak mistrzem w tej dziedzinie jest Kaczko. Mi zostało wykonać widowiskową stójkę bez obuwia:
stójka
Na następny dzień zostało nam wykonanie pożegnalnej trasy.
ekipa
Zdobyliśmy szczyt i rozjechaliśmy się do domów.
ekipa
Do zobaczenia za rok!


MJ




Skomentuj.




Brak komentarzy! Napisz pierwszy komentarz!


w górę

aktualnie

kontakt