Amatorska tokarka - czas na nowy panel


W końcu przyszedł czas na zrobienie porządku z tym oto nieładnym kłębkiem kabli:
makaron
O ile ze względu na brak czasu i chęci nawet w takim stanie tokarka była w stanie wykonywać swoją pracę to jednak trzeba przyznać, że cały czas istniało niebezpieczeństwo zaczepienia o wystające przewody. W odgłosach głośnego zwalania winy na wszystko co martwe i stawia czynny opór przed spokojnym wykonaniem pracy, trzeba by było sięgać po lutownicę tracąc nerwy i cenny czas. Poza zwiększeniem bezpieczeństwa zwiększyć się miała także wygoda podczas wykonywania detali. Najpierw trzeba było jakoś zamocować ten spory transformator.
transformator
Teraz miejsca zaczęły szukać przewody, które wcześniej blokowały nieraz posuw suportu wprowadzając niepotrzebne komplikacje podczas pracy.
dławiki
W obudowie zaczęło być ciasno, a na górze nie starczyło już miejsca na potencjometry i przełączniki. Przewody wewnątrz blokowały montaż płytki, więc wylądowała ona na wieczku puszki.
sterownik
Zostało tylko wszystko złożyć i wykonać w strachu pierwsze, próbne załączenie.
panel
Ufff... Obyło się bez fajerwerków, ale na złość przełącznik sterował posuwem nie w tą stronę. Szybkie obrócenie załatwiło sprawę bez przelutowywania przewodów. Teraz mogę się cieszyć pracą, a tokarka zaczęła zajmować tylko jedno gniazdko. Transformator na podłodze nie straszy napięciem sieciowym na wierzchu, a przewody nie zahaczają się o kolana.

Teraz trzeba będzie znaleźć czas na usztywnienie śruby pociągowej od supportu i w końcu zamocować na stałe silnik krokowy. Jak to już będzie gotowe może przemyślę temat robienia gwintów i wzbogacę maszynę o nową funkcję. Dzień już krótki, a wieczory długie - być może będą sprzyjać dłubaniu przy tokarce.


MJ


Dalsze losy tokarki są dostępne tutaj.







Skomentuj.




Brak komentarzy! Napisz pierwszy komentarz!


w górę

aktualnie

kontakt