Amatorska tokarka własnej konstrukcji


Pewnego razu zdecydowałem się zastanowić nad problemem pracy zawieszenia w moim pierwszym rowerze. Pod wpływem czasu tuleje ulegają ścieraniu i trzeba dorabiać nowe. Nie działa to też za dobrze w przypadku pyłu i brudu jaki towarzyszy w ostrej terenowej jeździe. Książki jednak wspominają o użyciu bardzo ciekawego materiału w łożyskach ślizgowych jakim jest poliamid. O ile jest stosunkowo tanim materiałem to obróbka spartańskimi metodami jest bardzo trudna. Na początku wpadłem na pomysł, że chwycę sobie wałek wiertarką, w łapę papier ścierny i zbiorę średnicę do oczekiwanej. Tymczasem odczyt na suwmiarce ku mojemu zdziwieniu po pracy okazał się być większy niż przed pracą. No tak – wzrost temperatury spowodował rozszerzenie się materiału. Udało się jednak stworzyć nierównego pręcika odpowiedniej średnicy za pomocą naostrzonego śrubokręta, dwóch desek tworzących kąta i wiertarki. Otwór też nie wyszedł najlepiej, ale po zamontowaniu jeździłem tak ładnych parę lat bez problemu z zawieszeniem. Przyszedł jednak czas by zrobić to porządniej – potrzebna jest do tego tokarka...

W dobie internetu można znaleźć różne urządzenia wystawione na sprzedaż. Większość jednak przewyższa rozsądek. Albo mamy do czynienia z chińszczyzną, albo z konstrukcjami własnymi. Skoro jednak najmniejsze tokarki są za duże dla moich warunków warsztatowych pozostało mi zrobić tokarkę wedle własnych widzi mi się.

Koszty związane z konstrukcją staram się zminimalizować, dlatego też część elementów muszę wykonać niestandardowo. Pierwszym kłopotem, których chciałem rozwiązać była mechanika suportu. Wszystko co jest do tokarki musi być drogie, dlatego nie mogłem iść na łatwiznę i szukać czegoś innego. Stoły krzyżowe to też rozwiązanie, które przerasta mój rozsądek. Moją uwagę przykuły imadła krzyżowe – najtańsze to koszt tylko około 150zł. Za takie pieniądze można zaryzykować, tym bardziej, że nawet jeśli coś nie wyjdzie to można potem takie żelastwo wykorzystać przy wiertarce stołowej. Teraz potrzebny jest napęd. Początkowo chciałem wykorzystać wiertarkę, ale szybko od tego odszedłem. Pierwszy zasadniczy problem tego typu elektronarzędzia polega na tym, że nie jest przystosowany do przyjmowania naprężeń bocznych. Wrzeciono ma tylko jedno łożysko i panewkę z drugiej strony, gdzie po niedługim okresie użytkowania w tańszych wiertarkach rozbija się otwór i futro zaczyna latać jak Żyd po pustym sklepie.

Musiałem więc zainteresować się budową własnego wrzeciennika. Pomysł prosty – musi przenosić boczne naprężenia, więc musi być jakiś wałek podparty na sensownej odległości dwoma łożyskami. Znalazłem bardzo tanie i idealnie pasujące do moich prób łożysko w oprawie żeliwnej rozwiązujące dwa problemy – osiowość względem siebie łożysk, oraz sposób mocowania. Teraz trzeba pomyśleć o napędzie...

Silnik elektryczny jednofazowy klatkowy z popularnej Frani stał się moim rozwiązaniem tego problemu. Całkiem przypadkiem natrafiłem w pracy na leżącego grata, któremu dałem troszkę serca. Koło pasowe musiałem jakoś wykonać, a tokarki nie ma, więc jakoś trzeba sobie radzić. Zamocowałem odpad materiału z firmy w której pracuję na wałku, obracałem go wiertarką, a za nóż posłużył mi naostrzony śrubokręt. Dało jakoś radę i w końcu udało się coś wstępnie złożyć.
prototyp
Uchwyt tokarski jest niezwykle drogi, a jeszcze nie wiedziałem co z tego wyniknie, więc postanowiłem skorzystać z tańszego rozwiązania – uchwytu wiertarskiego, który nie obciążył zbytnio mojego budżetu – więcej wydaje się na piwo. Kłopot stanowi jednak centryczny montaż na wałku. Postanowiłem jego koniec stoczyć na stożek i nie wiedziałem na co się porywam. Dla fabrycznej tokarki hartowana powierzchnia to problem. W moim przypadku drewniana konstrukcja prototypu była za słaba i stożek wyszedł jak wyszedł. Dało się wbić uchwyt, a nawet udało się go zabezpieczyć wiercąc i gwintując w wałku otwór, a następnie przykręcając śrubę. Przyszedł w końcu czas nad zastanowieniem się nad sensowną ramą dla zestawu. Za pomocą kolegi udało się stworzyć coś, co już zaczęło przypominać tokarkę. Oto projekt:
projekt
W efekcie już można było zacząć toczyć. Po złożeniu maszyna przybrała znacząco na wadze, a przy toczeniu to raczej atut. Tak prezentowała się zaraz po złożeniu:
konstrukcja
Zacząłem się bawić psując śruby z Castoramy i zauważyłem problem, który męczył mnie na tyle długo, że stwierdziłem, że prace zaszły na tyle daleko, że szkoda przerwać dalszy rozwój. Uchwyt wiertarski niestety przy mocniejszym przyłożeniu siły przechylał się na niedokładnym stożku i przestawał być w miarę centryczny. W końcu kupiłem mały uchwycik, który moim zdaniem nie obciąży konstrukcji, a na pewno ułatwi pracę. Montaż na wałku zobrazowałem na rysunku:
zabieraczek
Filmik zawierający fragment z toczenia: https://youtu.be/gx6FNQwf_ZM\. Efekt ostateczny:
zabieraczek
Obecnie tokarka prezentuje się następująco:
tokarka



MJ


Dalsze losy tokarki są dostępne tutaj.




Skomentuj.



22:45 8.04.2016

dodo_1989

To znaczy jeśli chodzi o zamocowanie elementu skrawającego (freza) w uchwycie tokarskim to już wykonywałem takie operacje. Działa wtedy urządzenie jako frezarka pozioma. Gwintów jeszcze się nie da robić. Potrzebuję najpierw zrobić odpowiednią przekładnię i połączyć ją za pomocą wału kardana ze śrubą szufladki. Jednak znalezienie odpowiednio małego wału graniczy z cudem, a mój rozwój technologiczny jest zbyt słaby, by samemu wykonać taki element. Póki co muszę się zadowolić gwintownikami i narzynkami :)




22:32 8.04.2016

zimny

Rewelacja! Jak myślisz, czy uda się przy jej pomocy wykonywać gwinty? Albo np. zamocować nóż na elemencie obrotowym i skrawać unieruchomiony element?




w górę

aktualnie

kontakt