o rozdzielnicach słów kilka


Zdałem egzamin kwalifikacyjny E7 i już niebawem czeka mnie E8, więc postanowiłem nieco odmłodzić domową instalację moich rodziców. Wcześniej miałem do czynienia z rozdzielnicami na warsztatowych biurkach w szkole. Podzielę się zatem tym czego nie przewidziałem.

Stare rozdzielnice każdy gdzieś tam pewnie widział. Tradycyjne "korki" z wkładkami kiedyś topikowymi - tutaj były zamienione na automaty. Nowa rozdzielnica była już gotowa do instalacji no to do dzieła!

Tak jak uczyli - na napięciu pracować nie można, więc biegiem na korytarz do wyłącznika głównego. W ten sposób pozbawiłem mieszkanie całego prądu. Przystąpiłem do demontażu starej rozdzielnicy i już trafiłem na pierwszą przeszkodę. Na światło nie ma co liczyć. Przydatna stała się pożyczona od mamy latarka. Po odkręceniu wszystkich wkładek i śrub pokazało się wnętrze naszego potworka. No to czas na oględziny - przewody w odróżnieniu od bardzo starych instalacji były miedziane, a nie aluminiowe - co jest bardzo na plus. Jednak zasada jaka została przedstawiona nam w szkole została złamana. Dwa przewody różnych średnic zostały razem połączone tym samym zaciskiem śrubowym, co zaowocowało grzaniem się, na izolacji powstał bąbelek, a na drucie pojawił się patynowy nalot. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że moja praca nie idzie na marne. Niedługo po tym zająłem się zdejmowaniem tego co już stare i napotkałem kolejny problem. O ile ciekawy był sposób montażu rozdzielnicy - do wbetonowanej kłody drewna wywiercili otwory na kołki rozporowe. Na pytanie po co kołki w takim materiale, a nie wkręty sami odpowiedzcie, bo ja nie wiem jak rozwikłać tę zagadkę. Może byli przygotowani na beton i kazali dawać kołki? W każdym razie działało. Co teraz z nową rozdzielnicą? Którędy poprowadzić przewody? Po wybraniu odpowiednich miejsc na dziury zorientowałem się, że przecież nie da się wykorzystać żadnego elektronarzędzia - w całym mieszkaniu nie ma przecież prądu. No i tutaj rozpoczęła się prowizorka. Wstyd się przyznać, ale prawda była jedna - uratował mnie swobodnie wiszący wyłącznik instalacyjny z kostką. Oczywiście przewody musiałem wybrać losowo - ani wcześniej korki nie były opisane, więc i teraz nie miałem punktu odniesienia. Ciekawe, bo trafiłem na fazę oświetleniową, ale jako, że w większości mieszkań elektryka jest namotana akurat w tym przypadku uzyskałem napięcie w gniazdkach przedpokoju, więc nie tyle, że uzyskałem działające gniazdka, ale także uzyskałem światło! Nawierciłem otwory na przewody i przeszedłem do montażu. Nikt nie przewidywał wymiany rozdzielnicy, więc oczywiście wszystkie przewody były za krótkie. By przytwierdzić obudowę na stałe musiałem przepleść przez otwory wszystkie wiszące druty. No tak... Na drodze stanęła moja tymczasowa instalacja. Trzeba było rozmontować i tak za każdym razem odłączać i podłączać napięcie główne. Gdy już myślałem, że koniec z tymi spacerami na korytarz i z powrotem zorientowałem się, że akurat teraz w mojej wkrętarce akumulatorowej zabrakło napięcia, więc postanowiłem wykorzystać wiertarkę – no tak znowu trzeba podpiąć na krótko fazę do wspomnianego oświetlenia. Wkręty załatwiły sprawę, wszystko już na miejscu. Z montażem przewodów nie było problemów – to było ćwiczone wielokrotnie na zajęciach. Z racji zalet wyłącznika różnicowoprądowego postanowiłem go zainstalować bez względu na fakt, że w mieszkaniu jest instalacja dwużyłowa. Tutaj jednak po ukończonej hmm tak myślałem, że ukończonej pracy postanowiłem wszystko podłączyć.

Niedługo trwała moja radość z działających urządzeń w domu, bo za chwilę nastała ciemność – zaczął wybijać wyłącznik różnicowoprądowy. Po długim główkowaniu i tymczasowym ominięciu zabezpieczenia wszystko stało się dla mnie jasne. Różnicówkę wybijał potencjał rur, który był różny od zera i wprowadzał do układu "obcy" prąd wartości około 24mA. Z powodu zmęczenia materiału (mnie) podłączyłem to zabezpieczenie tylko na gniazdka i instalacja ta czeka na drugą turę, gdyż musiałem opuścić kochane Zakopane i udać się do Krakowa zostawiając taki oto efekt:
rozdzielnica domowarozdzielnia domowa opisyrozdzielnia domowa w srodku
W końcu czas na wnioski. Ze względu na brak oświetlenia i walki z fazami postanowiłem wykonać swoją zewnętrzną, własną rozdzielnicę wyposażoną w różnicówkę, diodę informującą o napięciu i wyłącznik instalacyjny o małym amperażu. Oto ofekt:
rozdzielnia warsztatowarozdzielnia warsztatowa gniazdkarozdzielnica warsztatowa w srodku
Po przemyśleniu trzeba przyznać, że tego typu układ może zabezpieczać w przypadku naprawy niedziałających urządzeń elektrycznych, a także jeśli chodzi o gitarzystów – poprawnie likwiduje przydźwięki wynikające z braku uziemienia w gniazdku w lampowych wzmacniaczach, a także różnicówka skutecznie chroni przed porażeniem. Właśnie całkiem niedawno słyszałem o śmiertelnym porażeniu jednego gitarzysty. Tego typu mechanizm z pewnością ocaliłby mu życie.


MJ






Skomentuj.



21:34 31.01.2016

dodo_1989

Poprawka - mam już wszystkie kwalifikacje - E7, E8 i E24, oraz dyplom technika elektryka.




w górę

aktualnie

kontakt