trasa Kraków – Zakopane na rowerze mtb z sakwami



mapa
Pomysł na taką podróż powstał już całkiem dawno temu. Jazda pod górę jest uciążliwa i już wcześniej zapragnąłem ominąć Gorce w prosty sposób. Tory kolejowe nie mogą być budowane w miejscach z dużymi przewyższeniami, więc wybór okazał się być oczywisty. Najpierw do Myślenic potem wzdłuż zakopianki starą drogą do Lubnia. Potem Mszana Dolna, Chabówka i omijając góry i Nowy Targ przez Kościelisko prosto do Zakopanego. Trasa nie tak ruchliwa jak niesławna Zakopianka, więc jak na rower całkiem fajnie. Aby jednak nie pogubić się w trasie stworzyłem swego rodzaju retro gps z opisem gdzie skręcać, jak jechać:
gps
Na drodze korzystałem ze wszystkich możliwości zachowania sił, więc wyprzedzający kolarze byli dla mnie ratunkiem. Jazda koło w koło oszczędza dużo sił. Pierwszy wspólnik podróży trafił się przed Myślenicami:
kolega
Zapytany czy mogę się wlepić na ogon nie miał nic przeciwko, więc rozpocząłem pościg. Na początku jeszcze towarzysz zważał na mnie i moje obciążenie sakwami, ale w końcu pod górę zaczął przyspieszać i odpuściłem. Zmieszany zaczekał za rondem, a ja postanowiłem się rozdzielić. Na kolarce ze mną miałby nudy, a ja w takim tempie nie osiągnąłbym sukcesu.
W Myślenicach spodobał mi się dom kultury:
dom kultury
Potem na drodze wzdłuż Zakopianki wyłonił się podjazd do prywatnej posesji, któremu zawsze chciałem zrobić zdjęcie:
podjazd
W Mszanie Dolnej był kościół:
kościół
Zrobiłem sobie selfie, a w drodze do Chabówki natrafiłem też na dom w którym na pewno straszy!
jo dworek
Zrobiłem także zdjęcie muzeum w Rabce Zdroju:
muzeum
W Chabówce nie mogłem pominąć skansenu:
train train train mapa
Droga mijała w dobrym tempie całkiem wygodnie. W końcu jednak przyszedł kryzys. Temperatura rosła, a cienia było coraz mniej. Przez przypadek trafiłem kolarza, który poruszał się na tych samych piastach co ja. Posiadał sławne ze swej niezawodności deore dx. Na początku wspólnie wymienialiśmy się na przodzie. Potem jednak musiał mnie zostawić, gdyż jego kompan podróży pozostał w tyle. Uprzedził jednak, że czekają mnie jeszcze dwa spore podjazdy. Wzbogacony o rady ruszyłem dalej gdzie droga nie miała żadnej możliwości by schronić się przed słońcem. Za moimi plecami pokazali się jednak kolarze:
selfie
Tak! To był ratunek. Znów wlepiłem się na ogon. Osłona przed nasilającym wiatrem była dla mnie bardzo pomocna, a kolarze akceptowali moją obecność. Tempo jednak było bardzo duże. Bez obciążenia na kolarkach z cienkimi oponami jazda ma zupełnie inny charakter. Mój rower bardziej przeznaczony na bezdroża, a także o wiele cięższy i wytrzymalszy. O ile nie musiałem omijać dziur w drodze to jednak opory toczenia są o wiele większe niż w przypadku kolarki, w której z kolei nie da się zamontować sakw. Trudno – odpuściłem. Wody zaczęło brakować. Początkowo myślałem, że przesadziłem z ilością zabranego płynu. Pomyliłem się jednak i dwie wody 0,7 litra znikały bez śladu. Zacząłem ratować się litrem herbaty z termosu, jednak to źródło też posiada swój koniec. Nie mogłem przepuścić żadnej możliwości ochłody w rzece. Po zmoczeniu całkowitym byłem suchy w ciągu 10 minut. Przede mną jednak była jeszcze długa prosta do Kościeliska:
way way
Tutaj jeden z rzecznych postojów:
rzeka rzeka
Pod sam koniec podróży zaczęło się mocno chmurzyć. W końcu lunęło tak mocno, że nie zdążyłem schować się pod dachem przystanku jak zamokły mi sakwy. Założyłem w końcu na nie pelerynę i ruszyłem niczym kajakiem przez spływającą wodę po ulicach. Zostało w końcu do celu parę metrów. Pogoda chyba zaczęła ze mną pogrywać, bo po 5 minutach od powrotu do domu przestało padać i zrobiło się znośnie. No już taka pogoda jest w górach kapryśna. Udało się – osiągnąłem cel – teraz jak wrócić? Na następny dzień pogoda jednak zmusiła mnie do spasowania. Mimo, że już było z górki postanowiłem nie ryzykować jeżdżąc w mocnym upale i zapakowałem rower do pociągu:
train
Koniec :)


MJ




Skomentuj.




Brak komentarzy! Napisz pierwszy komentarz!


w górę

aktualnie

kontakt