dolinki podkrakowskie 2015


Mieliśmy przyjemność spotkać się ze znajomym, który zawitał na krótki czas do Krakowa. Powstała propozycja jazdy, więc na moich barkach spoczął trud jej przygotowania, oraz ogólnej logistyki, żeby wilk był syty, a owca cała. Wiadome jest, że dziewczyny nie pojadą ostro, a wtedy im będzie za szybko, a chłopakom za nudno. Zaplanowałem więc najpierw trasę męską, która miała zostać pokonana równolegle z krótszą trasą damską. Oto trasa męska:
mapa
W tym samym czasie część od nas piękniejsza miała dotrzeć według tej traski:
mapa
Start był przewidziany na godzinę 12, jednak nieco się przeciągnął do 13 i ruszyliśmy z sympatycznym słoneczkiem startując z szarego, krakowskiego blokowiska:
start
Po drodze wskazałem kilka ciekawych krakowskich wariantów jazdy terenowej w środku miasta - tak, tak nie trzeba wyjeżdżać na wieś by odnaleźć kilka ciekawych udeptanych single tracków. W końcu dotarliśmy do punktu rozłąki, więc uwieczniliśmy to pamiątkowymi fotkami:
ekipa ekipa
Dalej zaczęliśmy poruszać się tempem przyspieszonym. Pierwszy ciekawy punkt był w Giebułtowie - gustowny szybki zjazd upamiętniony niezbyt ostrą fotką, ale czasu już się nie cofnie:
Erni
Dalej dojechaliśmy pod Bramę Krakowską, gdzie po krótkiej przerwie wyruszyliśmy w górę czarnym szlakiem. Tam szybka trasa krajówką do Białego Kościoła i mrożący krew w żyłach zjazd z prędkością blisko 70 km/h do doliny Kluczwody. Potem ostry podjazd do Zelkowa i odpoczynek przy stawiku - no w zasadzie przy tym co z niego zostało - susza naruszyła jego strukturę. Po krótkiej przerwie i rozmowie postanowiliśmy pocisnąć dalej i wykonać 100% zamierzonego planu. W lesie Krzemionka trafiła nam się miła niespodzianka i spotkaliśmy szefa naszej rowerowej retro grupy wraz z rodziną i znajomymi:
ojciec i malzonka buldozery znajomi
Gdy wyjechaliśmy z doliny Kobylańskiej i doczekaliśmy się odpoczynku w Rudnie doszły nas niepokojące wieści od płci pięknej, która nieco się pogubiła. Nasze panie kręciły się po Zabierzowie szukając wjazdu do lasu. Po uspokojeniu, że dadzą sobie jakoś radę postanowiliśmy pojechać maksymalną trasą nie szczędząc sobie podjazdu w Nielepicach. Do miejsca docelowego dotarliśmy wcześniej, więc czekała nas zasłużona przerwa na odpoczynek, którą spożytkowaliśmy na gawędzeniu o rowerkach. W końcu z szelestu wyłoniły się nasze rowerzystki:
Elcia Ania
Skoro już byliśmy tak blisko zaczął korcić mnie zjazd wąwozem. Ernest się do tego nie palił, więc odbyłem samotną walkę z tym oto terenem:
wąwóz ja
Filmik ze zjazdem znajdziecie tutaj. Powrót udokumentowany przez Elcię:
ja
Przyszedł czas na powrót przez las zabierzowski. W większości pokonaliśmy go w tempe towarzyskim:
ekipa
Na mapie wyrysowaliśmy taką oto ścieżkę:
mapa
Pod koniec skorzystaliśmy z mojego ulubionego single tracka, gdzie Ernest jak zawsze jechał za szybko:
Erni Elcia Erni
Dalej już tylko nuda przez miasto, ale i tak fajnie było.

Koniec :)


MJ




Skomentuj.



21:45 15.09.2015

Dodo

Masz światła? O tej porze to już wyzwanie :)




21:44 15.09.2015

An

Cynk!!!




21:33 14.09.2015

Dodo

@An trasę zawsze można zaimprowizować. Wokół Krakowa jest mnóstwo pięknych miejsc, a jak te się skończą zawsze można skorzystać z jakiegoś pociągu i zacząć eksplorację rowerową nieco dalej. Ja jeśli chodzi o rower rzadko kiedy odmawiam, także dawać tylko cynk i jedziemy :)




11:10 14.09.2015

An

Drogi Dodo, wcale się nie pogubiłyśmy, tylko zwiedzałyśmy. Dzień był piękny, czasu dużo, więc dodałyśmy sobie 10 km do trasy ;) Bardzo mi się podobała ta wyprawa, super wszystko zorganizowałeś, na pewno nie było nudno :)Pomyśl o jakiejś trasie nawet jak ”znajomy” nie zawita do Krakowa ;) Dzięki! Pozdrawiam, an




w górę

aktualnie

kontakt